Zajeżdżanie drogi, wymuszanie pierwszeństwa, brak wyobraźni - motocykliści nie mają z kierowcami
samochodów łatwego życia.
Dlaczego Francuzi czy Włosi, dojeżdżając do skrzyżowania przyklejają nos do szyby?
Bo zdają sobie sprawę, czym grozi nagłe wjechanie połową samochodu w poprzeczną ulicę.
W miastach południa Europy od dawna królują jednoślady - jest ich więcej niż samochodów. Tymczasem
motocyklistę trudniej zauważyć, a bardzo łatwo uszkodzić.
W Polsce kierowcy dopiero uczą się drogowej koegzystencji z motocyklami. Na początku lat 90. z naszych
dróg znikły ostatnie "Wueski" i Komary. Zachodni czy japoński motocykl kosztował tyle co samochód, więc
wybór środka lokomocji był prosty. Dopiero pod koniec wieku zaczęliśmy na nowo odkrywać motocykle.
Niekoniecznie jako środek transportu, często sposób na spędzanie wolnego czasu. Niestety, natychmiast
wzrosła liczba tragicznych zdarzeń z udziałem motocyklistów.
- Utarło się, że większości z nich winni jesteśmy my, motocykliści - mówi Rafał, fotograf jeżdżący od
lat na sportowym Suzuki. - Przypisuje się nam brawurę i brak myślenia. A nikt nie patrzy, co wyczyniają
kierowcy.
Według jeżdżących na jednośladach wielu dramatów można by uniknąć, stosując choćby przytoczony powyżej
"francuski" patent. Ale katalog grzechów polskich kierowców jest znacznie dłuższy. Ci nie tylko wystawiają
na poprzeczną jezdnię pół auta - żeby wygodnie rozejrzeć się przez boczną szybę. Wymuszają pierwszeństwo,
nie zdając sobie sprawy, że awaryjne hamowanie zakończy się dla jednośladu wywrotką; spychają motocykle z
pasa ruchu; wyprzedzają tak blisko, że kończy się to zmieceniem motocyklisty podmuchem powietrza. Skręcają
lub zawracają bez upewnienia się, czy manewr jest bezpieczny, nie potrafią ocenić odległości dzielącej ich
od jednośladu; lekceważą używanie kierunkowskazów.
- Kierowcy zapominają, że motocykl nie tylko jest mniej widoczny, ale także ma znacznie większe
przyspieszenie. Stąd trzeba traktować go zupełnie inaczej niż samochód - mówi nadkomisarz Janusz
Staniszewski z pomorskiej drogówki.
Trzeba jednak przyznać, że i motocykliści nie są bez winy. Nie da się przecież usprawiedliwić szaleńczych,
nocnych wyścigów w centrum miasta. Cyrkowe popisy na zatłoczonych ulicach to nic innego jak zwyczajna
głupota. Brak wyobraźni kierowców potwierdzają najnowsze raporty policji. 29 lipca w miejscowości
Cisy pod Malborkiem zginął motocyklista, którego zepchnął z drogi skręcający ciągnik (!).
31 lipca na krajowej "jedynce" dwa motocykle uderzyły w Hondę Accord, której kierowca zaczął nagle zawracać.
Poważnie ranne zostały cztery osoby.
- Z takimi zdarzeniami będziemy spotykać się coraz częściej i będzie tak, dopóki kierowcy nie zaczną
szanować innych użytkowników dróg - mówią policjanci. - Ale na to potrzeba jeszcze dużo czasu.
Nie od dziś wiadomo, że polskie drogi należą do z najbardziej niebezpiecznych w Europie. W 2004
roku zginęło na nich 5657 osób, czyli 14 osób na 100 tysięcy mieszkańców. Co roku w wypadkach drogowych
w Polsce rannych zostaje 55 tysięcy ludzi. Wielu z nich umiera w szpitalu.
Źródło informacji: Gazeta.pl
|
|