Czy każdy motocyklista to samobójca? A może osoby mające w pogardzie przepisy ruchu drogowego
oraz życie i zdrowie swoje i innych nie są godne nazywania motocyklistami?
"Postanowiłem napisać ten list, ponieważ coraz częściej czytam artykuły nt. motocyklistów.
Nie, ja nie jestem motocyklistą, jednak nie zgadzam się z tym, że stwarzają oni na naszych drogach
zagrożenie. To tacy sami ludzie jak ja czy Ty. Niczym oprócz środka transportu się od innych nie różnią,
ale dla niektórych jest to zasadnicza różnica. Brak mi słów kiedy czytam komentarze pod artykułami
typu: "Wystrzelać ich!" itp. To ewidentne objawy frustracji (dla niewtajemniczonych definicja słownikowa:
stan przykrego napięcia psych., spowodowany niezaspokojeniem jakichś potrzeb lub niemożnością osiągnięcia
jakiegoś celu). Takie osoby tylko zaostrzają bezsensowny konflikt i przyczyniają się do wypadków, bo
nie umieją bezpiecznie wyładować swoich emocji.
Na szczęście tacy ludzie to tylko garstka, ale oni najbardziej nakręcają ten konflikt. Musimy zrozumieć,
że niebezpiecznie jeżdżący ludzie są po obydwu stronach i nie można bezgranicznie winić motocyklistów.
To po prostu nie fair. Wolą jeździć motocyklami, to jest ich pasja i należy to uszanować. Opinię psują
im jednostki, ale nasz rozum powinien to rozróżniać.
Większość motocyklistów to ludzie zamożni, którzy odnieśli sukces i ciężko pracowali, aby teraz móc
sobie kupić jednoślad. Nie oszukujmy się, rodzicie nie kupią dziecku motocykla, bo w Polsce panuje mit,
że to pojazd niebezpieczny, ale niebezpieczny by on nie był, gdyby nie wspomniani przeze mnie wcześniej
kierowcy.
Podważę także kolejna opinię, że "motocykliści są nienormalni". Skoro ma to być prawda, to jakim cudem Ci
ludzie stoją na czele dużych firm, zajmują wysokie stanowiska? Nienormalnych nikt by do pracy nie przyjął.
Oni maja rodziny, dzieci i też chcą żyć! A samochód zajeżdżając złośliwie drogę motocykliście
może przyczynić się do osierocenia dzieci.
Warto również zwrócić uwagę jak żywą dyskusję wywołują artykuły o motocyklistach, a to co
naprawdę stwarza zagrożenie, czyli pijani kierowcy, jest przez społeczeństwo ignorowane. Co więc jest
"prawdziwym" zagrożeniem? Dla mnie odpowiedź jest jednoznaczna, że to drugie. Nawet jeśli motocyklista
przesadzi, to on najbardziej ucierpi, a kierowcy pod wpływem alkoholu bardzo rzadko giną
w wypadkach, ale zabijają mnóstwo osób.
W Polsce 1000 osób zginęło w zeszłym roku z powodu pijanych kierowców ( w całej
Europie 10tys), a ilu przez motocyklistów? Być może kilkanaście osób.
Niestety media wolą robić sensacje z motocyklistów, zamiast poruszać to co ważne. Codziennie
dochodzi do setek wypadków, gdzie brawurowi kierowcy zabijają ludzi, ale to nikogo nie obchodzi,
a gdy tylko zawini motocyklista (lub nawet nie) to jest temat na pierwszą stronę. Przykro mi
kiedy to czytam, ale jednocześnie zaczynam rozumieć, że problem leży w naszym społeczeństwie,
które potrafi tylko narzekać i winić innych zamiast coś zrobić. Kreowany jest wizerunek motocyklisty
bandyty, samobójcy i wariata, podczas gdy to normalny człowiek.
Te opowieści o szaleńczych prędkościach rozwijanych przez motocykle to bzdury. Ludzie tak uważają,
bo motocykl bardzo szybko się rozpędza, ale nie musi przekraczać dozwolonej prędkości. To właśnie ten
gwałtowny start pojmowany jest jako brawurowa jazda nawet, gdy pojazd nie przekracza dozwolonej 50-tki.
Bierzmy więc przykład z bardziej rozwiniętych krajów i przestańmy w końcu krytykować
i narzekać na wszystko. Pozwólmy żyć innym. Szanujmy się nawzajem, a na drogach będzie przyjemniej
i bezpieczniej."
Źródło informacji: INTERIA.PL
|
|