Motocykliści powodują tylko 20 procent wypadków, ale są bardziej narażeni na poważne obrażenia.
Ofiar wśród nich może być coraz więcej, bo liczba jednośladów na naszych drogach rośnie.
22 maja, al. Generała Maczka - Renault Megane jadące lewym pasem nagle skręca na prawy,
wprost na jadący obok niebiesko-biały motocykl Suzuki. Motocyklista, 30 letni Maciej Z.,
po uderzeniu w kierownicę momentalnie traci panowanie nad maszyną i wypada z drogi.
Niestety, uderza głową w stojącą na poboczu latarnię - ginie na miejscu.
- To wyglądało, jakby ten kierowca zrobił to specjalnie, chciał go zepchnąć z drogi - opowiada
świadek tragedii, który jechał tą samą trasą na skuterze.
- Wcześniej widziałem, że kierowca samochodu chciał za wszelką cenę się wepchnąć przed motocykl
i dosyć mocno uderzył tego motocyklistę lusterkiem w rękę - relacjonuje chłopak i dodaje,
że jego zdaniem jadący motocyklem po kolizji chciał zatrzymać auto.
- Wyprzedzał go i zwalniał, tak żeby skłonić kierowcę do zatrzymania się. Ale tamten nic
sobie z tego nie robił. Wyprzedzał motocykl i kiedy zrównał się z nim, nagle
zmienił pas i uderzył w niego - mówi chłopak nadal wstrząśnięty wydarzeniami sprzed miesiąca.
- Tak jest codziennie - stłuczki, wypadki, potrącenia. Jazda ulicami miast na motocyklu czy
skuterze to codzienna walka o przetrwanie - denerwuje się Yarson, jeden z motocyklistów,
którzy po wypadku zdecydowali się zwrócić na siebie uwagę kierowców "czterech kółek".
26 maja 120 motocykli przejechało ulicami Warszawy, na miejsce wypadku. Mieli na sobie koszulki
z napisem "Kierowco, patrz w lusterka".
- Zdecydowaliśmy się na czarny marsz, bo nie możemy pozwolić, żeby ta sprawa zginęła pośród innych,
a sprawca nie poniósł kary - mówi jeden z organizatorów. Podobną akcję zorganizowali
w tym samym czasie motocykliści z Gdańska. - Ale to nic nie daje. Większość kierowców nas po
prostu nie zauważa, nie patrzy w lusterka. Nawet nie myśli o tym, że za nim może jechać motocykl.
Dlatego musimy ich edukować - mówi Grzegorz, 29-letni motocyklista, ale także kierowca auta.
- Mniejszością, ale najgroźniejszą, są kierowcy, którzy prowadzą otwartą wojnę. Kiedy np. przejeżdżamy
między autami, celowo otwierają drzwi, żeby nas zatrzymać! To już paranoja, czysta nienawiść!
Kto bardziej winny?
Kierowcy aut nie pozostają dłużni motocyklistom. - Jeżdżą brawurowo, na jednym kole. Choćbym nie wiem
jak się starał, to nie mogę przewidzieć, czy nagle otrze się o mnie "przecinak" pędzący 180 km/h
i urwie mi lusterko - mówi Krzysztof, kierowca z Krakowa.
Tymczasem według badań przeprowadzonych w Niemczech przez instytut DEKRA tylko ok. 20% wypadków
z udziałem motocyklistów jest powodowanych przez nich samych. W ok. 70% przypadków sprawca
zderzenia z motocyklem prowadzi samochód.
Jeden mniej
Emocje wokół sporu stara się rozładować insp. Wojciech Pasieczny z warszawskiej drogówki.
- Przyczyny leżą po obu stronach. Powodem wypadków spowodowanych przez kierowców aut jest
zazwyczaj nieudzielanie pierwszeństwa motocykliście. Z kolei, jeżeli winny wypadku jest
kierowca jednośladu, to zazwyczaj przez nadmierną prędkość - wyjaśnia inspektor i próbuje
zanalizować przyczyny niechęci kierowców do motocyklistów.
- Polacy generalnie na drogach są
bardzo nieuprzejmi. Kierowców stojących w upale w korkach wyjątkowo drażnią motocykle
przejeżdżające między autami. Oczywiście, motocykliści nie powinni tego robić, ale z drugiej
strony zawsze powtarzam, że jeden motocykl, który tak przejedzie, to jeden pojazd w korku mniej.
A do obecności rosnącej liczby jednośladów na drogach będziemy się musieli szybko przyzwyczaić.
Kieruj się uprzejmością
Motocykliści, którzy jeżdżą na jednym kole 150 km/h, to zdecydowana mniejszość.
Na drogach dominują motocykle o mniejszych mocach i powolne skutery.
- Maciek jechał motocyklem, który używany jest do nauki jazdy w szkołach, i mimo to
zginął przez głupotę kierowcy - denerwuje się Grzegorz, kolega zabitego.
Motocykliści nie chcą przerzucać całej winy za wypadki na kierowców. Po wypadku na al. Gen.
Maczka na forum internetowym rozgorzała dyskusja. "Są sytuacje, w których sami nie dajemy
sobie szansy na przeżycie" - pisze jeden z forumowiczów.
"Zobaczmy, ile osób jeździ w ubraniu do jazdy lub w ochraniaczach - znaczna mniejszość.
Czyli większość niezbyt myśli, no i ta większość częściej ginie".
"Jadąc, musimy być pewni, że zahamujemy przed przeszkodą. Jeśli nie przestrzega się tej elementarnej
zasady, nie można zwalać na innych całkowitej winy za kolizję". Kierowcy samochodów także powinni
wykonać jakiś gest. Wystarczą odrobina wzmożonej uwagi, świadomość, że w zderzeniu z pojazdem
motocyklista nie ma szans, a także trochę zwykłej uprzejmości."
Źródło informacji: INTERIA.PL
|
|