"Tak samo jak i w każdej innej dziedzinie życia, tak i na drodze
a może właśnie szczególnie na drodze widać wszystkie nasze najgorsze narodowe cechy - sobiepaństwo,
pieniactwo, skrajną wredność i nieuzasadnioną złośliwość.. Każdy z nas na własnej skórze miał
się o tym okazję przekonać niejednokrotnie. Niegdyś był "szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie",
dziś na drodze analogicznie: każdy właściciel często pełnoletniego auta czuje się królem szos.
Jeśli jeszcze jest do tego młodzieńcem któremu
fantazja kazała podwoić wartość posiadanego pojazdu poprzez zainstalowanie w nim odtwarzacza CD oraz
doczepienie na tylnej klapie ogromnego spoilera, no to już normalnie szybcy i wściekli, a najczęściej
jeszcze podpici...
Na drodze widać wyraźnie wszystkie nasze najgorsze cechy.
Podkładki pod tablicę rejestracyjną z napisem "co z tego, że jestem powolny, skoro ciągle
przed tobą" wcale nie śmieszą, bo u nas po prostu naprawdę tak jest! Brakuje zwykłej, ludzkiej
uprzejmości, szacunku dla drugiego człowieka, kultury, samokrytycyzmu.
Tylko dlaczego tak jest? Przecież o wiele łatwiej byłoby nam wszystkim koegzystować na drodze,
gdybyśmy byli dla siebie uprzejmi. Tym bardziej, że ze względu na wiadomą jakość naszych dróg, a
raczej jej brak, jak i samych asfaltowych szlaków, życie nas, kierowców, jest i tak ze
wszech miar utrudnione.
Na "dzień dobry" biję się w piersi: i ja nie jestem święty jeśli chodzi o
przestrzeganie litery prawa o ruchu drogowym, więc nie próbuję nikogo umoralniać. Wręcz
przeciwnie - chcę tylko powiedzieć, żebyśmy wszyscy mieli dla siebie troszkę więcej tolerancji.
Przejechałem w życiu ok. 1,5 mln km i naprawdę, o ludzkiej głupocie i
bezmyślności za kierownicą mógłbym opowiadać godzinami. Niestety, byłyby to w przytłaczającej
większości opowieści "made in Poland" - tylko po co? To i tak nie skutkuje. Każdemu się wydaje,
że wypadki przytrafiają się tylko innym, że przepisy łamią tylko inni, że złymi kierowcami są, zgadnijcie
kto? Tak, znowu Ci przeklęci inni! A my to co najwyżej troszkę tylko naginamy przepisy.
Dlatego właśnie przejeżdżający w korku pomiędzy samochodami motocykl wywołuje u nas takie
oburzenie, bo przecież my tak nie robimy! (bo nie możemy, ale chcielibyśmy i to nas właśnie wkurza!)
Dlatego gdy nas wyprzedza z rykiem silnika, to nas to oburza, bo my tak nie robimy! (bo nie dalibyśmy
rady, ale chcielibyśmy i to nas właśnie wkurza!).
Dlatego, gdy słyszymy o motocyklistach
jeżdżących z zawrotnymi prędkościami, to nas to oburza, bo my tak nie robimy! (chociaż chcielibyśmy,
ale balibyśmy się nawet gdybyśmy mogli i to nas właśnie wkurza!)
Odpuśćmy sobie wszyscy. Nie ma żadnej "wojny" między motocyklistami i kierowcami samochodów.
Nie dajmy sobie tego wmówić.
Jest natomiast dużo niechęci i zawiści wywołanej przez oszołomów. Gwarantuję wszystkim, że najostrzejsze
posty, które podniecają całą
tą niezdrową pyskówkę na forach napisali 12-13 letni mistrzowie kierownicy - odważni za klawiaturą
komputera. Przeszli dwie plansze w Need for Speed i zabierają głos w dyskusji.
Tak więc nie dajmy się podpuszczać. Uświadommy sobie wszyscy, że drogi nie są naszą własnością -
tym bardziej, że tak ich mało i w takim kiepskim są stanie. Nikt nie ma prawa ich blokować -
ani lepperiada z bronami, ani nieżyczliwi kierowcy samochodów. Ułatwiajmy sobie wzajemnie życie
a będzie ono po prostu łatwiejsze i przyjemniejsze, także to życie na drodze. Zanim
następny raz zaczniesz pomstować na wariatów na motocyklach, zastanów się, czy sam jesteś taki święty.
Proste pytanie: kiedy ostatni raz miałeś / miałaś w ręku znowelizowany Kodeks Drogowy?
Ile to już lat minęło od kursu? Wszyscy
jeżdżą "na czuja" a te nieliczne przepisy, które znają, i tak łamią. Ograniczenia prędkości,
uwarunkowania wyprzedzania, zakazy postoju, warunki techniczne pojazdów oraz niestety trzeźwość
kierujących to u zatrważającej większości kierujących puste hasła. Dramat... No, ale niech
tylko gdzieś w pobliżu zatrąbi ciężarówka albo zaryczy silnik motocykla, to natychmiast
wybucha gorąca dyskusja w narodzie i co jeden to świętszy od papieża...
Zacznijmy więc może wszyscy od prostej sprawy. Wyciągnijmy o siebie wzajemnie dłoń w geście
dobrej woli.
Niech kierowcy samochodów zaczną patrzeć w lusterka i spróbują widzieć w nich
nadjeżdżające motocykle. Nie zastawiajcie złośliwie możliwości przejazdu pomiędzy waszymi samochodami
gdy stoicie w korku. Motocykle i tak będą się przeciskać (przecież sami zrobilibyście tak samo,
gdybyście mogli), a im mniej miejsca im zostawicie tym większe prawdopodobieństwo urwanego lusterka
lub porysowanego błotnika.
Stańcie bliżej krawężnika, zostawcie miejsce pośrodku. Przecież nikomu to nie przeszkadza, tak naprawdę.
Zrozumcie, że Wasz
nieprzemyślany manewr u innego kierowcy samochodu zakończy się wizytą u lakiernika.
U kierowcy motocykla zakończy się oprócz całkowitego zniszczenia często bardzo drogiego motocykla
wizytą jego kierowcy co najmniej w szpitalu, a prawdopodobnie jego śmiercią.
To Ty,
kierowco samochodu będziesz winny śmierci motocyklisty tylko dlatego, że zapomniałeś lub nie chciało
Ci się spojrzeć w lusterko. Obojętnie, jak się będziesz przed sobą tłumaczył, będziesz musiał
żyć z tym do końca życia.
Natomiast koledzy motocykliści niech sobie za to uświadomią, że nic na siłę. Jeżeli nie masz pewności,
że się spokojnie zmieścisz, to odpuść - i tak przecież jesteś szybszy, wyprzedzisz za chwilę. Może
dla tego człowieka ten samochód jest aż tyle warty, że za ten porysowany błotnik znienawidzi wszystkich
motocyklistów na świecie - czy warto?
A jeśli już niestety coś się przytrafi, to pokaż klasę - co z tego, że to tylko mała ryska, nie
powinno jej być i tyle, więc daj mu swoje OC. Przecież i tak za nie płacisz, to co Ci zależy,
niech ma, po co ma chodzić i się skarżyć na świrów na motorach, niech lepiej powie, że spoko koleś
jechał tym sprzętem - fajniej, prawda?
W minioną sobotę była u nas (w Bydgoszczy) fajna impreza. W pobliżu jest był, więc "przy
okazji" przyjechało na Stary Rynek kilkaset motocykli. Postały, pohałasowały. Niby nic wielkiego, ale
było super - zwykli ludzie chodzili pomiędzy sprzętami i oglądali, nie na co dzień przecież można
coś takiego zobaczyć. I było po prostu miło, zarówno tym, którzy mogli sobie przyjść popatrzeć na
motocykle i motocyklistów, jak i im samym, że są podziwiani, że wszyscy się interesują tym,
co dla nich takie ważne. Po prostu był fajnie.
Czy nie mogłoby być tak na co dzień... na drodze?
Wierzę, że tak."
Źródło informacji: INTERIA.PL
|
|